Zaznacz stronę

Wczoraj jedna z uczestniczek wyszła podczas prowadzonego przeze mnie warsztatu. Wyglądało to (tylko zgaduję) na znak protestu przeciw temu, co powiedziałam. Miałyśmy odmienne opinie na temat definicji ważnego dla nas pojęcia. Ja widziałam coś inaczej, ona inaczej.

Czy to musi wykluczać nasze lubienie się nawzajem? Lub zwykły szacunek do siebie? Czy musimy zawiesić się na tej jednej (być może jedynej) rzeczy, która nas różni? Dlaczego czasami tak łatwo wykreślamy ludzi za to, że widzą inaczej? Czy ludzie muszą się z nami kompletnie zgadzać, żebyśmy się lubili, szanowali i nie opuszczali sali w poszumie halek?

Ta historia zatrzymała mnie i wyświetliła mi, że stoję za kilkoma sprawami. Nie murem, ale dosyć solidnym drewnianym płotkiem.

  1. Mimo dyskomfortu lub ryzyka nie bycia rozumianą czy lubianą nie umiem, a raczej nie chcę, ugiąć się i udawać, że jestem politycznie poprawna w ważnych dla mnie sprawach. Wolę dyskomfort niż konformizm. Jestem gotowa na zapłacenie za to ceny. Nie że uważam to za cnotę, po prostu tam mam.
  2. Ludzie nie muszę się ze mną zgadzać; szanuję różnicę ich poglądów, ale nie zmieniam (lub nie udaję, że zmieniam) zdanie, bo oni tak chcą. Albo (jak twierdziła uczestniczka warsztatów) bo „jest jedna definicja” jakiegoś pojęcia. Żeby była jedna, nie byłoby dyskusji. A była.
  3. Nie odczuwam potrzeby posiadania racji lub prawdy uniwersalnej, takiej na wszędzie, na zawsze, dla wszystkich. Prawda (w moim rozumieniu) jest zbyt skomplikowana, złożona, kompleksowa, eteryczna, ulotna, zależna, abyśmy naszymi maleńkimi i ograniczonymi (aczkolwiek cudownymi) móżdżkami byli w stanie ją całkowicie ogarnąć. Mały móżdżek i tylko sześć zmysłów, wliczając intuicję. Kultywuję dystans do siebie.
  4. Nasza własna opinia zależy od miliona czynników – doświadczeń, wyborów, autorytetów, potrzeb, osobowości, genów, fazy księżyca, konstelacji gwiazd, pod którymi urodziliśmy się. Nasze spojrzenie jest złożone. Doceniam tą złożoność i nie potrzebuję, żebyśmy się wszyscy zgadzali.
  5. Biorąc wszystko powyższe pod uwagę, chcę być uważna na to, żeby nie przegiąć – przedstawiając swoją opinię i nawet uzasadniając ją, nie czuć ciśnienia potrzeby przekonania kogoś na 100%. Uznać jej prawo do różnicy.

Osobę, która wyszła z mojego warsztatu, ciepło pozdrawiam i doceniam jej pasję. Rozumiem, że akurat wczoraj, pod tymi gwiazdami, nie mogła być może postąpić inaczej. Tak się Wszechświat ułożył. Namaste.