Zaznacz stronę

Znasz powiedzenie o tym, że para poszła w gwizdek? Używamy go, gdy chcemy powiedzieć, że czyjeś działania i zapał, mimo włożonego wysiłku nie przynoszą rezultatu. 

Zależy Ci, wkładasz wysiłek i… nic. Nie działa. Nie rusza z miejsca. Tkwi jak kołek. Masz takie sytuacje? Ja miałam ich w życiu sporo. Wysiłek definiuję nie tylko jako konkretną robotę wokół jakiegoś tematu, ale także energię wkładaną w martwienie się. Miałam tak, gdy (1.) ruszałam z biznesem, gdy (2.) próbowałam zmienić (jeszcze nie zamienić) swojego męża lub gdy (3.) nie spałam po nocach, gdy groziło mi bankructwo.

Wtedy nie wiedziałam tego, co wiem teraz. Czyli tego, że trzeba wiedzieć, w który aspekt problemu władać wysiłek, a w który nie.

W wyżej wymienionych trzech sytuacjach para szła nie w to, co trzeba. Narobiłam wiele błędów w życiu, dlatego teraz taka mądra jestem:)

W jakie aspekty problemy NIE wkładać wysiłku? W takie, nad którymi nie masz żadnej kontroli. Chociaż wydaje Ci się, że masz. Bardzo nawet chcesz wierzyć, że masz. Bo jeżeli nie masz, to przewidujesz koniec świata. Natomiast wkładać porządny wysiłek w rzeczy, które rzeczywiście należą do Ciebie i na które masz faktyczny wpływ. Popracujmy na moich przykładach:

Budowa biznesu. Nie miałam kontroli na przykład nad tym, kiedy zachorują mi dzieci i nie będę mogła przyjąć klientów. Kiedy dzieci chorowały, nie chciałam odpuścić pracy, bo bałam się, że mi biznes padnie. Latałam pomiędzy podawaniem Ibufenu, mierzeniem temperatury, gotowaniem i sprzątaniem a komputerem i klientami. Wykańczało mnie to psychicznie.

Lata zmagań nauczyły mnie odpuszczać. Nie próbować robić dwóch rzeczy naraz, bo nie wyjdzie, Albo wyjdzie, ale słabo.

Nad czym miałam kontrolę? Nad rodzajem i jakością działań podejmowanych w czasie, kiedy dzieci były w przedszkolu. I nad pielęgnowaniem swojej wiary w to, że będzie dobrze.

Zmiana męża. Nie miałam kontroli nad mężem właśnie. I nad jego chęciami do zmian. Ta lekcja była trudna do przyjęcia. Nad czym miałam kontrolę? Nad swoimi reakcjami, myślami i idącymi za tym emocjami. Nad swoim spokojem wewnętrznym mimo otaczającego mnie chaosu. Nad działaniami wypływającymi ze spokoju. Tego wszystkiego też nauczyły mnie lata zmagań. Ale jak już to pojęłam, to wszystko było łatwe.

Grożące bankructwo. Nie miałam kontroli nad sytuacją ekonomiczną na świecie i nad lecącymi w dół wartościami moich inwestycji. Ani nad tym, że żadnej z nich nie mogłam sprzedać. Miałam natomiast kontrolę nad zachowaniem spokoju i planowaniem kolejnych działań w kwestii finansów. Po wykańczaniu się zamartwianiem się sytuacją dałam spokój i zaakceptowałam to co jest. Okazało się, że nie było tak źle – nadam miałam dwie ręce do pracy i głowę do wymyślania nowych pomysłów. A to dużo.

Teraz wyraźnie rozgraniczam i stawiam grubą krechę pomiędzy rzeczami, nad którymi nie mam kontroli, choćby nie wiem jak mi się przydała, a tymi, z którymi faktycznie mogę coś zrobić. Gdy para idzie w te drugie, widzę rezultaty. Czego i Tobie życzę.