Nie chce mi się nic. Jak poradzić sobie z lękiem i wrócić do siebie

O zatrzymaniu, uważnej obecności i zaprzyjaźnianiu się z lękiem

Nie chce mi się nic — to zdanie często pojawia się wtedy, gdy w tle działa lęk, zmęczenie psychiczne albo przeciążenie emocjonalne. Jeśli zastanawiasz się, jak poradzić sobie z lękiem i odzyskać energię do życia, ten tekst jest zaproszeniem do zatrzymania się i powrotu do siebie. Bez walki, bez presji, z uważnością i obecnością.

Środek zimy.
Śnieg, mróz, świat znieruchomiał — a ja razem z nim.

Tu i tam pojawiły się kłopoty bliskich: ze zdrowiem, relacjami, z samymi sobą. Na żadne z nich nie mam wpływu, mogę jedynie pocieszać. Staram się ich nie brać na siebie, a jednak czuję, że mnie obciążają i spowalniają. Robię się zmęczona, senna, łatwo się zawieszam. Moje nastroje senne i refleksyjne przechodzą w depresyjne, a te w lękowe. Zagląda do mnie moja stara przyjaciółka — depresja lękowa. Znamy się. Mamy kawał wspólnej historii. Lubimy się nawet.

Próbuję więcej odpoczywać, dawać sobie czas i przestrzeń na dojście do siebie. Dbam o to, co jem. Dbam o ruch, o spacery. Idę na masaż, do kosmetyczki. Czytam dobre książki, oglądam relaksujące seriale. A jednak nadal, każdego ranka, budzę się z nieokreślonym lękiem w brzuchu. Odwlekam wstanie z łóżka. Nie chce mi się nic — poza schowaniem się pod ciepłą kołdrą.

Znam ten stan. Nie pierwszy raz przez niego przechodzę. Towarzyszył mi w wielu momentach życia — najczęściej w takich, w których nie miałam dla niego miejsca. Pamiętam napady lęku w najmniej sprzyjających warunkach. W takich, kiedy naprawdę nie było jak się zatrzymać i zająć nim jak należy. Trzeba było zarobić na dom, na dzieci, zająć się rodziną. A że byłam w tym sama, nie miałam innego wyjścia.

Nauczyłam się żyć z lękiem obok.
Z jego obecnością.

Zaakceptowałam go.
Zaprzyjaźniłam się z nim.
Zrozumiałam, że walka z nim tylko go eskaluje, a uważna obecność — uspokaja.

Nie przeraża mnie już.
Nie przewraca.
Nie paraliżuje, nie kładzie do łóżka.

Utrzymujemy między sobą zdrową odległość, nie stapiamy się. Lęk nie staje się mną, a ja nie staję się lękiem. Tak — jest we mnie. Odczuwam go. Czasem jest mi z nim niewygodnie. Czuję jednak, że daję mu ciepły dom i opiekę, a on przynosi dary, do których inaczej nie miałabym dostępu. Gdyby nie on, nie chciałoby mi się zatrzymywać, poszukiwać, sięgać głęboko. Leciałabym przez życie na adrenalinie i po wierzchu.

Uważna obecność zamiast walki z lękiem

Usiadłam dziś rano do medytacji.
Połączyłam się ze swoim wyższym Ja.
Poczułam się nieodłączną częścią Wszechświata.

Przypomniałam sobie, że jestem czystą Świadomością.
Obecnością.
Tajemnicą.

I z tego poziomu zlokalizowałam swój lęk w ciele.
Otuliłam go dłońmi jak zranionego ptaka.
Dałam mu czas.
Na zreperowanie zwichniętego skrzydła.
Na pozbieranie się.

Pozwoliłam mu być.
Przepływać przeze mnie.

Nie negowałam go.
Nie poszłam z nim na wojnę.

Moje wyższe Ja zobaczyło, zaakceptowało i umiłowało moje zalęknione ja. Wrócił balans. Właściwa hierarchia. Poczucie, że to, co jest we mnie, jest przejściowe. Jest mniejsze niż to, kim jestem naprawdę — nieograniczoną Świadomością, Obecnością i przepiękną Tajemnicą.

To pomogło mi wyjść z lęku.
Wrócić do siebie.
Odzyskać jasność i prawdę.

Zechciało mi się chcieć.
Zechciało mi się żyć.
Zechciało mi się napisać do Ciebie o tym.


Jeżeli też czasem toniesz w swoich emocjach, stanach i myślach — zapraszam Cię do tej praktyki.
Usiądź i poczuj swoje prawdziwe Ja.

Nie jesteś przypadkowym pyłkiem na wietrze.

Jesteś nieodłączną częścią wielkiej Świadomości, Obecności i Tajemnicy. Przypomnij sobie o tym. Poczuj to. A z tego poziomu zaopiekuj się swoimi myślami, odczuciami, emocjami i stanami.